Wojna, statystyka i manipulacja –  III WŚ

Niby wojna i statystyka mają ze sobą mało wspólnego jednak, gdy włączy się do tego manipulację sytuacja zmienia się diametralnie. Przed szczytem NATO w naszej pięknej stolicy publikatory w całej Europie i za oceanem faszerowały publiczność pięknymi tabelkami, które udowadniały wszem i wobec że mamy my – to znaczy NATO miażdżącą przewagę prawie w każdym obszarze militarnym i zwycięstwo nad złym niedźwiedziem jest tylko kwestią nabrania dobrego rozpędu.

Na początku zaaplikowano nam oceny mówiące o tym, że rosyjskie wojsko jest do niczego nie zdolne i w sumie to powinno już się poddać, ale ze względu na krnąbrność tego narodu jeszcze tego nie zrobili. Wszystko oczywiście zostało świetnie udokumentowane przez uśmiechniętych telewizyjnych ekspertów, których opinie nie pozostawiały żadnych złudzeń.

Niedźwiedź przegra i tyle.

Ponieważ nie mamy od czasu wojny w Iraku zbyt dobrej opinii na temat tzw. niezależnych ekspertów, więc w małym panelu dyskusyjnym oceniliśmy ostatnie dokonania różnych armii w kontekście zwycięstw militarnych.  Jedno jest pewne, że Amerykanie przodują w zrzucaniu bomb, choć nie zawsze trafiają. Ich jedynym sukcesem była operacja „Pustynna burza” i pokonanie Iraku. Niestety dalsze ich działania w tym kraju sprowadziły ich do roli zakładników siedzących w zamkniętej zielonej strefie. Ergo sukces, ale efekt zerowy. O walce USA kontra ISIS lepiej nie pisać, bo dokonania międzynarodowej koalicji w walce z Beduinami zaopatrzonymi w karabiny maszynowe są po prostu żenujące. Podobna sytuacja panuje w Afganistanie gdzie talibowie spuszczają regularny łomot wojskom marionetkowego rządu Karzaja wspieranego przez międzynarodową kolację tracącą przy okazji władzę nad kolejnymi obszarami kraju. Podobnie jest w Libii gdzie udało się skutecznie zamordować pułkownika Mu’ammara al-Kaddafiego, ale na jego miejsce pojawiła się tylko jeszcze bardziej wroga zachodowi organizacja Al-Ka’ida, która faktycznie przegnała z kraju nowy tzw. demokratyczny rząd. Jeśli się przyjmie, że libijska „rewolucja” była solową akcją Francuzów to można to tylko skomentować tak, że narobili sobie wstydu. W Syrii cała koalicja państw arabskich wspieranych przez NATO nie może poradzić sobie ani z ISIS ani z Baszszarem al-Asadem.

Wszystko podobno przez wsparcie Moskwy, ale jeśli to wystarczy na tak poważną koalicję to coś tu jest nie tak jak powinno być.

Jeśli zaś chodzi o główny teatr działań, czyli ten obszar, który kiedyś nazywano Ukrainą to efekty mówią same za siebie. Rosjanie zabrali perły a zostawili tani blaszany łańcuszek, który przy okazji jest bardzo drogi w utrzymaniu i nic się nie zanosi na to żeby ta sytuacja się zmieniła.

Z kolei skazani na porażkę Rosjanie w tym samym czasie nie robili zbyt wiele. Bez większych problemów i bez jednego wystrzału zabrali Krym i kontrolują Donbas. Dzięki szybkiemu wypadowi do Syrii postawili na nogi upadającego prezydenta tracąc kilku żołnierzy i jeden samolot. Przy okazji pragniemy dodać, że za naszej pamięci wszystkie publikatory nam dostępne stwierdzały, że z Rosjanami nie trzeba będzie walczyć, bo albo zdechną z głodu albo zbankrutują. Jakoś te optymistyczne prognozy się nie spełniły a szanse by stało się tak jak to opisywali różni eksperci są znikome.

Oczywiście w tym miejscu wypada zadać pytanie o to, co się właściwie dzieje, bo na papierze wszystko wygląda super, ale po za nim już jest znacznie gorzej.

Tu właśnie pojawia się statystyka.

Kiedy media publikują nam statystyki wydatków na obronność w różnych krajach łatwo zauważyć, że NATO nie ma konkurentów na świecie i w sumie kierując się suchymi liczbami już wygrało. Ale statystyka jest złudna. Posłużmy się jednym znamiennym przykładem. Czy ktoś może wie ile kosztuje wyszkolenie jednego żołnierza Navy SEALs niech będzie – komandosa GROM? A ile kosztuje wyszkolenie żołnierza Specnazu, który przynajmniej według fachowców nie jest gorszy od wyżej wymienionych. Inny przykład. Ile kosztuje wyprodukowanie w USA samolotu klasy F-35 a ile chińskiego samolotu tej samej generacji J-20. Są to oczywiście czyste spekulacje i wielu „ekspertów” będzie toczyło pianę na temat tego, że przecież to nie ta technika itd. Niestety to jest właśnie efekt globalnej wioski. Kiedyś żeby zdobyć informacje na temat budowy bomby atomowej trzeba było poświęcić kilku szpiegów. Teraz można te same informacje otrzymać w dobrej wyszukiwarce internetowej.

nato_panstwa_wydatki_infografika_popr

Ale wróćmy do statystyk i pieniędzy.

Następne pytanie, które automatycznie rodzi się, gdy obserwujemy aktywność poszczególnych państw to ile z tych gigantycznych funduszy poszło realnie na ulepszenia lub budowę nowych jednostek a ile na uzupełnianie amunicji, bo przecież bomby i rakiety, które spadły na Libię lub Syrię nie zostały wyprodukowane w ramach czynu społecznego. Osobnym problemem jest to jak te pieniądze są wykorzystywane. Jeśli do budżetu NATO wliczono 1.5 Mld złotych zainwestowanych w budowę fregaty Gawron to raczej nie wzmocniło to naszej siły militarnej. Nie bez znaczenia jest też struktura samej armii. Dla przykładu nasze wojska nominalnie liczące 100 tysięcy ludzi posiadają dość znikomą wartość bojową, ponieważ duża część z tych stu tysięcy raczej nie wychodzi za biurka. Statystycznie jest też stwierdzone, że NATO posiada miażdżącą siłę w powietrzu. Posiadamy 5800 samolotów a mały niedźwiedź tylko 1300. Problem jednak stanowi to, że do sił powietrznych NATO wliczane są na przykład nasze MiG 29 z niemieckiego demobilu a także samoloty takich potęg jak Bułgarii dysponujące samolotami MiG 29 i SU – 25 lub Rumunii, która ma dalej na stanie samoloty  MiG-21 LanceR. Do potęg należą też Słowacja mająca całą eskadrę czeskiego złomu MiG – 29 i Chorwacja użytkująca nadal samoloty MiG – 21. Konkluzja jest taka, że choć liczba samolotów jest śliczna to nie wszystkie niestety nadają się do użytku w konfliktowej sytuacji. Klasycznym przykładem są okręty podwodne My mamy 4 okręty w tym 3 staruszki mające 50 lat. Dużo większy kraj Kanada ma 4 okręty podwodne z brytyjskiego demobilu, taki kraj jak Francja posiada eskadrę okrętów podwodnych, których konstrukcja pochodzi z lat siedemdziesiątych. Za to Holandia posiada 4 jednostki, których budowę rozpoczęto, w 1978 ale za to są one własnej produkcji.

Wojna, statystyka i manipulacjaTu właśnie zawodzi statystyka.

NATO posiada dużo dobrego i nowoczesnego sprzętu, ale nie ma go tak dużo jakby przedstawiały to liczby. Kończąc z tym tematem trzeba powiedzieć też, że owszem NATO ma 10 razy więcej pieniędzy do wydania niż Rosja, ale ma też 28 sztabów generalnych i innych wojskowych biurokratów z 28 krajów członkowskich na utrzymaniu plus jeszcze sama administracja kwatery głównej NATO nie jest mała.

Jak wiele osób trafnie zauważyło Zachód prze w kierunku wywołania konfliktu z Rosją. Nie dość, że ten konflikt ma nastąpić to jeszcze musi to się stać szybko, bowiem sytuacja zmienia się ze złej na gorszą a Rosja dzięki sprytnym unikom schodzi cały czas z linii ciosu. Unia Europejska, USA i zbrojne ramie sojuszu wplątało się w tyle kosztownych operacji jednocześnie, że jedynym skutecznym środkiem zaradczym może być globalny konflikt. Jeśli do niego nie dojdzie w ciągu najbliższych pięciu lat to Chiny, Rosja i Indie będą w stanie przejąć kontrolę nad militarnym rozwojem sytuacji i to nie w skali krótko terminowej, ale na dłuższy okres czasu. Ta alternatywa z punktu widzenia NATO jest nie do pomyślenia. Dlatego trwa przemieszczanie jednostek NATO na wschód i dlatego podgrzewany jest cały czas konflikt w Syrii i Donbasie. Potrzebny jest zapłon. Ostatni warszawski szczyt NATO uznany przez polityków małego kalibru za sukces potwierdził to, co wcześniej było już wiadome nieoficjalnie. Rosja została uznana za wroga a wroga jak wiadomo trzeba zniszczyć.

Dziwnym zbiegiem okoliczności w tym samym czasie Trybunału Arbitrażowego w Hadze dał zielone światło USA do ingerencji na wodach Morza Południowochińskiego.

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/usa-orzeczenie-trybunalu-w-hadze-wiazace-chiny-sa-innego-zdania,660566.html1

Decyzję trybunału natychmiast wykorzystali Amerykanie. Republikański senator John McCain, przewodniczący senackiej komisji sił zbrojnych i demokratyczny senator Dan Sullivan wydali oświadczenie, w którym podkreślili m.in., że Stany Zjednoczone będą „regularnie rzucać wyzwanie nadmiernym roszczeniom morskim Chin”, organizując patrole lotnicze i morskie. Senatorowie zaakcentowali też, że USA są zainteresowane zapobieżeniem „chińskiej militaryzacji” miejsc o znaczeniu strategicznym, takich jak Scarborough Shoal.

Czym może się skończyć testowanie cierpliwości Chin każdy rozumie.

Dziwnym zaiste jest fakt, że warszawski szczyt NATO wraz ze wszystkimi jego konsekwencjami i decyzja Trybunału Arbitrażowego tak dokładnie zbiegły się w czasie. Jak będzie wyglądał konflikt w Azji nie wiadomo za to wiadomo, co jest szykowane dla Europy.

Miejsce konfliktu zostało wyraźnie określone i zyskało aprobatę polityków.

To miejsce to północno wschodnia część Polski a cel to rosyjska enklawa Kaliningrad. Teraz potrzebny jest tylko właściwy zapłon i maszyna zacznie się poruszać. Po wprowadzeniu na teren naszego kraju różnego typu wojsk niepodlegających jakiejkolwiek kontroli ze stromy polskich władz cywilnych lub wojskowych o taki zapłon naprawdę nie będzie trzeba się długo starać.

Tu wkracza manipulacja i socjotechnika, bowiem wiadomo, że jeśli konflikt wreszcie da się sprowokować to będą straty i to niebagatelne.

Tu można przywołać casus wojny w byłej Jugosławii, gdy strona chorwacka atakując Serbów z Krainy zaangażowała agencję reklamową Ruder Finn z USA., Na czym polegała jej praca? Jak czytamy w oficjalnych oświadczeniach, na „reprezentowaniu Chorwacji, Bośni i Kosowa podczas wojny na Bałkanach”. „Naszym celem było ostrzeżenie świata przed czystkami etnicznymi, które miały miejsce w tych regionach. Niestety niektóre serbskie organizacje podawały fałszywe i szkodliwe informacje na temat naszych działań” – wyjaśniają władze Ruder Finn. To była jednak tylko część prawdy drugą stronę medalu odkrył jeden z jej dyrektorów, James Harff. O zasadach, jakimi kierowali się pracownicy firmy, opowiedział w głośnym wywiadzie dla francuskiej telewizji TV2. Działania i metody często stały w otwartej sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, logiką i prawdą a kluczową sprawą w działalności tej i innych agencji było to, że zaprzeczanie prawdziwości pierwszej podanej informacji nie ma najmniejszego sensu, ponieważ jest nieskuteczne. Kto pierwszy, ten lepszy – wyjaśnia.

O przykłady nietrudno.

ARok 1992. Nowojorska gazeta „Newsday” publikuje artykuł o „serbskich obozach koncentracyjnych”. To pierwsza wzmianka na ten temat w USA, jednak wiadomość roznosi się bardzo szybko. – My skorzystaliśmy z tej możliwości natychmiast. Skontaktowaliśmy się z trzema organizacjami żydowskimi (…) i zaproponowaliśmy, aby opublikować ogłoszenie w „New York Times” i zorganizować demonstrację – zdradził Harff. To było ogromne przedsięwzięcie. Kiedy żydowskie organizacje weszły do gry po stronie Bośniaków, mogliśmy szybko zrównać w opinii publicznej Serbów z nazistami a Karadżicia zrównać z Hitlerem. Nikt nie rozumiał, co się dzieje w Jugosławii.

Zdecydowana większość Amerykanów zapewne zadaje sobie pytanie, w którym z afrykańskich krajów jest położona Bośnia.

My w jednym ruchu mogliśmy łatwo opowiedzieć historię o dobrym i złym policjancie, która dalej rozegrała się sama. Wygraliśmy to, celując w żydowskiego odbiorcę – wyjaśnił. W amerykańskiej prasie doszło do zmiany narracji, a w artykułach zaczęły się pojawiać liczne zwroty odnoszące się do Holokaustu. Pisano m.in. o „czystkach etnicznych”, a obozy dla jeńców nazywano „koncentracyjnymi”.  Relacje z Bałkanów niejednokrotnie ilustrowano też zdjęciami nazistowskich Niemiec i komorami gazowymi z Auschwitz. Z pomocą firm pijarowskich Chorwacja manipulowała opinią publiczną przede wszystkim w RFN i w USA. Widać to bardzo dobrze na przykładzie Dubrownika, kiedy to chorwackie media przekonały opinię publiczną, że armia jugosłowiańska niszczy to stare miasto. Nie było to zgodne z prawdą, o czym później wszyscy reporterzy mogli się przekonać na własne oczy.

Czy taką akcję można powtórzyć.

Oczywiście, że tak. To dzieje się tu i teraz na naszych oczach. Tylko, że te oczy nie chcą widzieć, bo naszymi oczami i uszami są agencje takie jak ta opisana wcześniej. Te agencje mają przypisany cel, który mają za wszelką cenę zrealizować. Aby to zrobić muszą znaleźć grupę docelową i do niej dotrzeć. U nas tą grupą docelową są ludzie, którzy z tych lub innych przesłanek nie lubią Rosji. Wystarczy, więc podrzucić parę właściwych informacji do mediów, które z wiadomych powodów wykonają każdy rozkaz i mamy gotowy wierny elektorat, który z całym przekonaniem będzie twierdził, że Putin to drugie wcielenie Hitlera a Rosjanie zabijają wszystkich, którzy stoją im na drodze. Cel i misja wykonana. W innych krajach metody muszą być dostosowane do lokalnych warunków i kultury społeczeństwa. We Francji znaczącym faktem jest to, że Rosjanie generalnie nie przepadają za dewiacjami i wierzą w klasyczny typ rodziny. Dla Francuza dyskryminowanie osoby homoseksualnej to ciężki zarzut. Amerykanom wystarczy prozaiczne hasło, że odradza się komunizm. To wszystko dzieje się teraz i nie jest jakąś bajką wymyśloną na potrzeby określonego scenariusza. Wystarczy posłuchać Macierewicza, Tuska, Schetyny czy któregokolwiek innego polityka z rządzącej grupy podwieszonej pod Brukselę. Usłyszymy argumenty, które równie dobrze mogły być użyte w byłej Jugosławii. Tak cel jak i metody są jasne. Jest wróg trzeba go zniszczyć. Gdy mamy przekonane społeczeństwo wystarczy dać sygnał do ataku, bo jednostki stoją już w gotowości, o czym zakomunikował nam szczyt NATO.

I tu pojawia się problem.

Amerykanie i reszta sojuszu chciałaby kulturalnej wojny. To znaczy takiej gdzie rzeczywiście część poświęconego obszaru tu w Polsce i może gdzieś na Ukrainie czy Białorusi zostanie zniszczona i przez jakiś czas nie będzie nadawała się do zamieszkania. Parę milionów ludzi straci życie następnie któraś ze stron ( w scenariuszach NATO wiadomo, która) grzecznie się podda, rozbroi i wszyscy będą żyli szczęśliwie przez następnych 100 lat.

Tak też wyobrażają sobie to politycy europejscy włącznie z naszymi, którzy gotowi są poświęcić część społeczeństwa dla późniejszej ogólnej nirwany na bazie traktatu lizbońskiego. Niestety zdaje się, że druga strona nie chce kooperować w realizacji tej idealistycznej wizji. Wróg gra po świńsku i mówi sprawdzam. Czyli jak w pokerze każdy manewr jest dozwolony a wygrany bierze wszystko. Teraz przed generalicją i politykami stoi zasadniczy problem. Muszą się zastanowić czy to prawda czy może blef. Czy rzeczywiście przeciwnik jest w stanie złamać zasady kulturalnej wojny? Kanclerz Niemiec, Prezydent Francji, Premier Wielkiej Brytanii lub Prezydent USA bez problemów przyjmą do wiadomości to, że kraj nad Wisłą przez jakiś czas nie będzie nadawał się do niczego. Że kawałek Ukrainy dołączy do obrazków znanych z Czarnobyla a Białoruś podzieli ich los. Te straty wpisane są w scenariusz. Ale co się stanie, gdy przeciwnik zrealizuje to, co mówi i rakiety balistyczne pojawią się nad Nowym Yorkiem, Brukselą czy Paryżem. Czy na tak niekulturalne zachowanie politycy też potrafią się zgodzić? Poświęcić cudzych jest łatwo, ale czy poświęcenie swoich będzie równie łatwe?

Nie interesuje mnie, tu piszącego, kto ten konflikt wygra ani kto na koniec będzie miał rację, ponieważ tego z dużym prawdopodobieństwem nie doczekam a jeśli mnie nie będzie to rozwiązanie tych dylematów też raczej nie ma dla mnie znaczenia.

Za to ma dla mnie znaczenie to, jaką świnią lub półmózgiem musi być polityk, który na taką grę się zgadza i czy zasługuje on na to by dalej żyć po za murami specjalnego szpitala?

0