Przemiany gospodarcze w Polsce – Katastrofa III RP pokazana na konkretnym przykładzie.

Był sobie zakład przemysłowy.

Ta historia opiera się na konkretnym przykładzie. Niestety, przykład ten można zastosować do tysięcy innych zakładów rozsianych po całej Polsce. Dla tych, którzy lubują się w podważaniu słów żądając przekładów już na wstępie zaznaczam, że ta historia opiera się na faktach. Nie ma w niej nic z gatunku fikcji.

Zacznijmy, więc od początku.

Przemiany gospodarcze w PolsceJest rok 1919. Akcja zaczyna się w centralnej Polsce na terenach dawnego zaboru rosyjskiego. Miejsce pomiędzy kilkoma małymi wioskami gdzie nie ma nic. Kompletnie nic! W tym samym czasie powstaje w dalekiej Warszawie spółka „NITRAT1” SA.  Zasadniczą bazą działalności spółki była produkcja chemiczna no, ale każdy przecież wiedział, że chodzi o materiały wybuchowe. W miejscu gdzie wcześniej nie było nic powstaje zakład przemysłowy. Swoją pełną moc produkcyjną zakład osiągnął w 1922 roku. Od tego czasu produkował wyroby „ chemiczne”. Przemiany gospodarcze w Polsce nabierały tempa.

Teraz należy przeskoczyć do roku 1940. Okupacja niemiecka odbiła się na zakładzie tak jak na reszcie kraju. Maszyny wywieziono do Niemiec a specjalistów i ważniejszych pracowników do Austrii. Okupant zostawił puste hale produkcyjne.

W 1945 roku przychodzi „wyzwolenie”. Wkracza armia czrwona a w kraju instaluje się tak zwana władza ludowa. Majątek zakładu przechodzi przez kolejne zjednoczenia przemysłowe i nikt właściwie nie wie, co z nim zrobić. Dopiero na początku lat pięćdziesiątych postanowiono reaktywować w tym obiekcie produkcję na cele wojskowe. tak przebiegały przemiany gospodarcze w Polsce socjalistycznej.

Warunki zewnętrzne były więcej niż sprzyjające. Trwał wyścig zbrojeń na świecie. Władze w ZSRR postanowiły, że zakłady przemysłu zbrojeniowego w Polsce mają nie tylko uzbroić polską armię, ale też stanowić zaplecze dla armii stacjonującej na terenie NRD.

Wokół zakładu powstaje cała infrastruktura. Transport zapewnia własna bocznica kolejowa. Powstaje zaawansowane laboratorium chemiczne. Na tyłach zakładu umiejscowiony jest olbrzymi poligon doświadczalny. Zakład zostaje też zabezpieczony od strony energetycznej. W bliskiej odległości rozwija się osiedle mieszkaniowe. Wygląda to jak paradoks. Szczere pole i w środku bloki mieszkalne, sklepy spożywcze i przemysłowe, piekarnia, kino, centrum zdrowia i boisko piłkarskie. W latach siedemdziesiątych zapotrzebowanie na siłę roboczą jest tak duże, że dawne baraki budowlańców stają się przejściowymi mieszkaniami dla pracowników. W tym samym czasie zakład posiada już własny ośrodek wypoczynkowy nad morzem, dom kultury z salą balową i basen pływacki.

W latach siedemdziesiątych zakład zatrudnia prawie 4 tysiące pracowników i jest potentatem nie tylko w produkcji zbrojeniowej, ale też w innych dziedzinach przemysłu. Takie to były czasy, gdy naiwni wierzyli, że Łucznik w Radomiu produkował tylko maszyny do szycia. Załamanie gospodarcze w erze późnego Gierka wcale nie złamało kondycji finansowej zakładu. Wręcz przeciwnie. Paradoksalnym wydaje się być fakt, że w tym czasie produkcja, która miała stanowić „przykrywkę” dla właściwego przeznaczenia zakładu zaczęła przynosić dochody porównywalne z zasadniczą jego działalnością.

Ogólny głód towarów na rynku powoduje, że pod firmowym sklepem ustawiają się kolejki chętnych do zakupów.

Tu należy poczynić małą dygresję. Wszyscy pamiętający koniec lat siedemdziesiątych chętnie wspominają kartki, brak towarów w sklepach, narastającą inflację i marazm, z którego ludzi podniosła dopiero „Solidarność”. To wszystko faktycznie miało miejsce, ale by dokładnie ocenić sytuację należy jednak dodać, że w tych samych latach Polska była 7 na świecie eksporterem broni. Także w tych właśnie latach zakończono szereg olbrzymich inwestycji, które swoją skalą przerastają wszystko, co dokonano po okresie transformacji. Żeby nie być gołosłownym wymienię tu autostradę łączącą Warszawę ze Śląskiem i korespondującą z nią szybką linię kolejową a także obiekty takie jak szpitale Centrum Zdrowia Dziecka i Matki Polki. Powstała w tych czasach Huta Katowice, Dworzec Centralny w Warszawie, Trasa Łazienkowska, Wisłostrada, Rafineria w Gdańsku, Port Północny w Gdańsku, Fabryka Samochodów Małolitrażowych, Elektrownia Bełchatów i kopalnia w Bogdance. Rozpoczęto też produkcję ciągników Massey Ferguson w Ursusie i autobusu Jelcz-Berliet. Powstaje pytanie gdziebyśmy byli dziś gdyby wtedy tych inwestycji nie było? To jest właśnie paradoks tamtych czasów. Ale wróćmy do naszego przykładowego zakładu.

Zakład w ramach swojej produkcji zbrojeniowej funkcjonował, na 100% ale nie zapominano też o produkcji „ubocznej”. Od końca lat sześćdziesiątych zakład zaczął produkować artykuły z branży motoryzacyjnej. W późniejszych latach dodano też produkcję sprzętu AGD i sprzętu turystycznego. Dzięki szerokiej ofercie i wyspecjalizowanej kadrze zakład utrzymywał dobrą kondycję ekonomiczną i zdobywał liczne nagrody krajowe i zagraniczne. Firma cieszyła się dużym uznaniem i renomą, ale ….. narastał kryzys.

W ramach akcji prywatyzuj, co możesz decydenci z Warszawy postanowili, że też ten przynoszący dochody dla skarbu państwa zakład należy sprywatyzować. W 1994 r. firmę przekształcono w spółkę akcyjną a kolejnym krokiem było wydzielenie dwóch spółek z o.o. Powoli następował też demontaż produkcji zbrojeniowej, która po roku 89 przestała być priorytetem polskich władz. Mimo szerokiej gamy produktów z każdym rokiem sytuacja zakładów stawała się coraz gorsza. Co prawda nie brakowało zamówień, ale często nie było pieniędzy na ich realizację. Zaczęły się problemy z wypłacaniem pensji. Typowym symptomem było kompletne zawalenie projektów z branży motoryzacyjnej. Ktoś zapomniał o opatentowaniu produktów w związku, z czym każdy, kto chciał i miał trochę kapitału mógł produkty zakładu skopiować i sprzedawać, jako własne po konkurencyjnej cenie. Nie muszę dodawać, że wielu właśnie tak uczyniło.

Jedyną reakcją władz, które miały jeszcze 100% udziałów w przedsiębiorstwie było przysyłanie kolejnych zarządzających, którzy wprowadzali mniejszy lub większy chaos. Sytuację miała uratować szybka restrukturyzacja zakładów i w konsekwencji ich prywatyzacja. Ministerstwo Skarbu Państwa pierwszą nieudaną próbę ich sprzedaży podjęło już w 2004 r. Wtedy chętnych było aż osiem firm, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. W listopadzie 2009 r. MSP rozpoczęło kolejne podejście do prywatyzacji. Wystawiono na sprzedaż ponad 1,4 mln akcji wartych 10 złotych każda. Trzecie podejście było pod koniec 2010 r. i też zakończyło się fiaskiem. W tym czasie podjęto też inne „działania ratunkowe” np. wynajęto laboratorium firmie produkującej wyroby spożywcze. Wynajem oczywiście przynosił dochody, ale o wprowadzaniu nowych produktów lub aktualizacji tego, co się produkowało nie mogło już być mowy. Zrezygnowano też z prac konserwacyjnych na basenie, co w efekcie spowodowało zamknięcie tego obiektu, który przynajmniej latem przynosił jakieś dochody. Bocznica kolejowa przestała być potrzebna w związku z tym w tej chwili nadaje się już do rozbiórki a sprzęt znajdujący się na poligonie rozkradli złomiarze.

Stało się to, czego wszyscy się bali, ale co było nieuniknione. Na wniosek zarządu zakładów Sąd Rejonowy ogłosił w 2011 r. upadłość likwidacyjną majątku. Wkroczył syndyk, co było hasłem do rozprzedaży wszystkiego, co było do sprzedania. To, co jest fascynujące to fakt, że wszystkie redukcje i oszczędności dotykały tylko działów produkcji. Wielopiętrowy biurowiec, w którym pracowali zarządzający utrzymywał do końca stałe zatrudnienie. O tym nikt nie pomyślał.

Trudna sytuacja zakładu odbiła się na pracownikach. Przecież nikt z miłości do zakładu nie skaże swojej rodziny na niepewne jutro. Lepsi specjaliści odeszli pierwsi. Następnie odchodzili inni fachowcy. To wszystko odbiło się też na lokalnej społeczności. Wiele firm takich jak piekarnia, bary, sklepy z artykułami przemysłowymi straciło swoją rację bytu. Zostały tylko sklepy spożywcze, apteka i przystanek autobusowy. Osiedle zamarło.

Według ostatnich dostępnych danych zakład zatrudniał jeszcze 200 pracowników a syndyk sprzedawał kolejne nieruchomości, ale tym razem już na spłatę ciągle narastających długów. Skarb Państwa wypłacił odprawy i odszkodowania, równowartość pięciomiesięcznego wynagrodzenia. Uregulowano też zaległości płacowe, dzięki pożyczce z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

W ten sposób zakończył swoją historię zakład, który w czasach swojej świetności był marką w kraju i zagranicą oraz posiadał prawie stuletnią tradycję. Nie muszę dodawać, że po upadku fabryki w terenie pojawiło się parę dużych firm zagranicznych, które chętnie skorzystały z dostępnej za darmo infrastruktury i taniej siły roboczej. Część z nich systematycznie, co kilka lat zmienia nazwę w wiadomym celu.

Podsumowując trzeba napisać, że dzięki nader udanej prywatyzacji i dzikiej transformacji państwo polskie utraciło zakład produkcyjny, ludzie stracili pracę, wszyscy będziemy płacili długi, które zakład po sobie pozostawił. Teraz, kiedy ponownie nasz kraj postanowił się zbroić przydałyby się takie zakłady przemysłowe, ich zaplecze badawcze, fachowa kadra. Niestety to wszystko zostało zaprzepaszczone. Niewątpliwie ktoś na tej całej historii zarobił parę milionów i nikt nie został uznany za winnego zaistniałych olbrzymich strat dla polskiej gospodarki, choć ktoś podejmował konkretne decyzje.

Przypominam tu wystąpienie Andrzeja Leppera w sejmie III RP z 29 listopada 2001 roku, którym, jak wielu twierdzi podpisał na siebie wyrok i pytam się Was ile takich zakładów przemysłowych znacie z własnej okolicy?

©Anty Media 20172

0