Wokół katastrofy w Smoleńsku narosło już tyle teorii, że nie ma sensu budować jeszcze jednej. Zamiast tego postaram się pokazać fakty, które są często w kontekście tej katastrofy przemilczane lub bagatelizowane. Nie mam zamiaru też wskazywać winnych, bo ostatecznych dowodów nadal brak. Myślę jednak, że każdy, kto z uwagą przeanalizuje okoliczności wyrobi sobie własne zdanie.

Pragnę zacząć wcześniej niż to się zazwyczaj robi. Jest 4 grudnia 2003.

Śmigłowiec Mi-8 z 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego z premierem Leszkiem Millerem na pokładzie ulega awarii pod Piasecznem. Podobno powodem jest oblodzenie maszyny. Pilot śmigłowca – major Marek Miłosz, startując z wrocławskiego lotniska wojskowego, nie zgłaszał problemów technicznych. Prokuratura wojskowa stawia pilotowi zarzuty. W marcu 2010 roku, po trwających ponad sześć lat postępowaniu i procesie, Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił Miłosza. Proszę zauważyć, że rok 2003 to nie jest to byle, jaki rok w historii Polski. W tym roku zaczyna się afera Rywina, USA atakują Irak z powodu niewidocznej broni chemicznej, Polacy kablują na Francuzów, że ci sprzedawali rakiety do Iraku, w mistycznych okolicznościach ginie „Baranina” zaplątany w wiele układów rządowych. W referendum Polacy poparli przystąpienie do UE i pojawiły się podejrzenia, że przy uchwalaniu prawa regulującego czerpanie dochodów z automatów do gier doszło do gigantycznej korupcji z udziałem polityków różnych partii. Po wypadku helikoptera to już nie ten sam Miller. Najpierw oddaje pierwszego pionka Mariusza Łapińskiego, rząd przyjmuje plan naprawy finansów publicznych autorstwa byłego wicepremiera oraz ministra gospodarki i pracy Jerzego Hausnera. Ten plan firmuje Marek Belka. Dochodzi do rozłamu w SLD, Rywin zostaje skazany. Polska wstępuje do UE a premierem zostaje Belka. Czy to był wypadek helikoptera czy ultimatum?

23 stycznia 2008, o godzinie 19:07. Katastrofa lotnicza w Mirosławcu

Katastrofa lotnicza wojskowego samolotu CASA C-295 M numer 019. Podczas podchodzenia do lądowania doszło – podobno do nieświadomego doprowadzenia przez załogę do nadmiernego przechylenia samolotu. W katastrofie ginie cała elita reformowanego od 2005 roku pod kątem udziału w operacjach NATO polskiego lotnictwa. Do dziś nie wiadomo, kto wpadł na pomysł zapakowania wszystkich ważniejszych dowódców polskiego lotnictwa do jednego samolotu. Po za Algierią jesteśmy jedynym krajem, któremu udało się rozbić ten typ samolotu. Maszyna rozbiła się dokładnie dwa i pół miesiąca po objęciu funkcji premiera przez Donalda Tuska i funkcji Ministra obrony Narodowej przez Bogdana Klicha. Miesiąc po śmierci 16 dowódców polskiego lotnictwa w Polsce pojawiły się pierwsze samoloty F-16.

10 kwietnia 2010 roku o godz. 8:41.

Katastrofa polskiego samolotu rządowego w Smoleńsku. Zginęło w niej 96 osób, wśród nich: prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, grupa parlamentarzystów, dowódcy wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych RP, pracownicy Kancelarii Prezydenta, szefowie instytucji państwowych. Podobnie jak w przypadku katastrofy pod Mirosławcem nikt nie potrafi wyjaśnić, czemu najważniejsze osoby w państwie i wojsku znajdowały się w tym samym samolocie. Odpowiedzialność za to próbowano zrzucić na Prezydenta, ale do dziś nie odnaleziono jakiegokolwiek dokumentu potwierdzającego tą tezę. Po, mimo że wiele faktów nie zostało wyjaśnionych i wiele dowodów nie uznano z powodu „niemożności potwierdzenia autentyczności” nadal oficjalną wersją pozostaje to, że piloci popełnili błąd przy podejściu do lądowania. 27 października 2012 r., w domu rodzinnym w Piasecznie znaleziono wiszące ciało technika pokładowego chor. Remigiusza Musia z samolotu JAK-40, który podważał oficjalną wersję wydarzeń i twierdził, że słyszał dwa wybuchy. Śledztwo rosyjskie prowadziła Tatiana Anodina, która w 2015 roku uciekła do Francji, więc jest wielce prawdopodobne, że swoją wiedzą podzieliła się z tamtejszymi zbieraczami informacji niejawnych. Nie będę rozpisywał się tu o wszystkich niejasnościach dotyczących śledztwa, bo ich jest tak wiele, że materiału starczyłoby na dobrą książkę ( np. jak to jest możliwe, że jeden samolot przebija mur Pentagonu a drugi rozlatuje się na drobne kawałki z powodu brzozy). Faktem niezaprzeczalnym jednak jest, że Ewa Kopacz, która nadzorowała identyfikacje ciał swoją pracę wykonała tak, że można nazwać ją dywersantką. Karą za to było mianowanie jej na stanowisko, które piastował Donald Tusk. Czego nie wykryto w trakcie sekcji zwłok pozostanie tajemnicą pani Kopacz. Jako pewnik można przyjąć, że Prezydent 17 marca poinformował o tym, że chce także zaprosić na uroczystości generałów. Nie jest za to pewne, czemu B. Klich, który był szefem MON ( mając świeżo w pamięci tragedię CASA pod Mirosławcem) nie zaproponował zgodnie z procedurami osobnego transportu dla wojskowych i czemu żaden z generałów nie otrzymał ochrony żandarmerii wojskowej. To, co jest jeszcze bardziej zastanawiające to prośba ze strony marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego o zabranie na pokład samolotu posłów i senatorów, którzy wyrażają chęć udziału w uroczystościach rocznicy zbrodni katyńskiej. Tym sposobem na pokładzie wojskowego samolotu Tupolew Tu-154M Lux nr boczny 101 zabrała się cała elita polskiej władzy poza rządem i czołowymi politykami partii rządzącej. Przypadkowo los ich oszczędził a może oszczędziła ich mądrość D. Tuska, który 4 marca 2010 roku nie czekając na grupę roboczą, która wybierała się w następnym tygodniu do Moskwy, aby ustalać szczegóły uroczystości w Katyniu podjął samodzielną decyzję o rozdzieleniu uroczystości? Tomasz Arabski, który jako szef kancelarii premiera odpowiadał nie tylko za organizację lotu delegacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska, ale też za aspekt „polityczno-dyplomatyczny” wizyty został w lutym 2013 elegancko odprawiony ze sceny i za karę został Ambasadorem RP w Królestwie Hiszpanii i Księstwie Andory. Bohdan Klich na własne życzenie usunął się w cień i sprawuje do dziś skromną funkcję senatora RP.

Co łączy te wszystkie tak różne i tak rozciągnięte w czasie katastrofy?

W sumie nic poza jedną drobnostką a mianowicie beneficjentami. Czy bez katastrofy pod Piasecznem odbyłaby się sławna rozmowa Marka Belki z Bartłomiejem Sienkiewiczem? Czy gdyby katastrofa pod Mirosławcem nie miała miejsca i lotnictwem wojskowym zarządzaliby wyszkoleni specjaliści a nie ich uczniowie na dorobku możliwe byłoby doprowadzenie do katastrofy w Smoleńsku?

Na koniec wypada zastanowić się nad tym, czemu Rosja trzyma wrak samolotu, który niszczeje na deszczu i mrozie i za żadną cenę nie chce go oddać? Nie jestem zwolennikiem tezy, że dramat w Smoleńsku był dziełem Rosjan, choć ich awersja do Prezydenta Kaczyńskiego mogłaby na to wskazywać. O Putinie można wiele powiedzieć tak złego jak i dobrego jednego, czego nie można mu zarzucić to głupoty i spontaniczności. Gdyby Rosjanie chcieli pozbyć się polskiego Prezydenta to nigdy nie zrobiliby tego na własnym terenie i nie przy okazji oficjalnej wizyty, na którą zwrócone były oczy połowy świata. Były inne lepsze okazje i miejsca. Jestem przekonany, że wrak samolotu i prawda o tym, co się stało w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 to tykająca bomba, która już zmieniła los wielu ludzi jednych wysyłając do Brukseli a innych do krainy wiecznego szczęścia i nadal swoim tykaniem spędza sen z powiek innym. Jeśli Kaczyńskiemu i Macierewiczowi uda się posiąść tą tajemnice to może za jednym uderzeniem wyjaśnią też alergiczną reakcję części brukselskiego establishmentu na nowe władze w Polsce. Jedno jest dla mnie pewne. W chwili, kiedy wrak Tu-154M wraz ze stosowną dokumentacją znajdzie się w Polsce Europa nigdy nie będzie już taka sama.

5+