Wygrana Donalda Trumpa w wyścigu do prezydenckiego fotela spotyka się z falą furii zauważalną w mediach głównego nurtu, z jaką rzadko mamy do czynienia, choć analogiczna sytuacja w medialnym świecie zaistniała w Polsce po wygranej PiS w ostatnich wyborach parlamentarnych.
Mnie osobiście nie tyle cieszy wygrana Trumpa, co porażka Hilary Clinton, a kretes z jakim poniosła klęskę, potęguje moją radość.
Wielu zdążyło już zauważyć, że przegrana pani Clinton, to jednocześnie przegrana systemu, który opanował świat bez reszty.
Przy wyborze jakiego dokonali Amerykanie, możemy jednoznacznie stwierdzić, że cała populacja ludzka, to nie stado bezmyślnych pożeraczy hamburgerów, zagryzanych chipsami i popijanych coca colą. To nie rzesza idiotów licząca na to, że pewna łajdaczka zrobi im laskę z połykiem i kontaktem wzrokowym, o czym sama zapewniała, w zamian za głos oddany na Hilary Clinton i chyba wszyscy już wiedzą, że mowa tu o Madonnie, która dodała jeszcze, iż jest w tym dobra.
Nie pomogły „autorytatywne“ opinie De Niro, Lady Gagi, Jon bon Jovi, czy nawet Bruce’a Springstina, gdzie po tym ostatnim, nigdy bym się nie spodziewał takiego zlewaczenia.
Ponownie przytoczę analogiczne zachowanie naszych rodzimych gwiazd w postaciach Hołdysa, Maleńczuka, Jandy, Holand i wielu, wielu innych przedstawicieli wspomnianego wcześniej systemu, nie wspominając o pomniejszych idiotach, a że mamy do czynienia z systemem, niech świadczy fakt zamknięcia konta Clinta Eastwood’a na Tweeterze za to, że wyraził on swoją wdzięczność Ameryce za wybór prezydenta, a Donaldowi Trumpowi za to, że nim został.
Odpowiedzialność za fakt, że skrobanie się wieszakiem przez celebrytki należy do ogólnie przyjętych kanonów, spoczywa oczywiście na mediach, które zostały powołane do roli strażników bezpieczeństwa systemu i niezależnie od tego z jakim krajem mamy do czynienia, to wszędzie media demolują umysły ludzi w ten sam sposób.
Jak daleki od prawdy jest ogólny, medialny przekaz, pokazały w znakomity sposób właśnie wybory prezydenckie w USA.
W Niemczech do obiegu trafiła wczoraj gazeta z gratulacjami dla „Mrs president Hilary Clinton“, a tu proszę, amerykański obywatel zerwał się z medialnej smyczy i zadecydował inaczej, aniżeli go zaprogramowały media.To samo dotyczy Newsweeka zresztą, który wypuścił w medialny obieg numer z „Madame presisdent” na okładce.

Bezcennym zjawiskiem jest medialny skowyt swołoczy, którą potocznie nazywa się „dziennikarzami“, czy „publicystami“.
Lisy i inne Kuźniary w swoich powyborczych wypowiedziach, emanujących paniką i przerażeniem, okazali się bezradnymi idiotami w zaistniałej sytuacji.
To nie są dziennikarze, to zwykli manipulatorzy, dysponujący licencją od systemu na mentalną demolkę całych narodów.
Niejaki Fareed Zakaria w programie „Global Public Square“ wyemitowanym przez CNN 6 listopada, był stwierdził, że „Donald Trump nie jest normalnym kandydatem“ i dodał, że na Donalda Trumpa głosować nie wolno.
Aby dodać sobie powagi, posiłkował się on w swoich bredniach przytoczeniem przykładu Polski, która dokonała podobnego wyboru i zaraz potem partia rządząca podporządkowała sobie media i sądy.
Czy te same media, w których Lisy i Kuźniary robią ludziom wodę z mózgów? Czy chodzi może o Trybunał Konstytucyjny, na czele którego stoi człowiek upośledzony umysłowo, a którego PiS do tej pory, nie wiedzieć czemu, toleruje?
Każdy dziennikarz ma prawo do swojej własnej opinii, ale żaden dziennikarz nie ma prawa wybierać wyborcom kandydata, bowiem czyniąc to, staje on po stronie systemowego reżimu i pan Zakaria jest tego idealnym przykładem, a Lisy i Kuźniary są jego krajowymi odpowiednikami.
W poczet strażników systemu na rodzimym rynku medialnym, wpisuje się także niejaki Grzegorz Wysocki na łamach Wirtualnej Polski, który łaskawie stwierdza i to już podczas, kiedy zwycięstwo Trumpa zostało oficjalnie obwieszczone, że „Bo to właśnie dzisiaj okazało się, że prezydentem największego mocarstwa na świecie może zostać właściwie każdy. A na pewno pospolity gbur, gardzący kobietami nieokrzesany seksista i niereformowalny rasista“.
Taką opinię może sobie wyrazić bloger, facet w ogródku piwnym, czy fryzjer, strzygący klienta, ale nigdy, przenigdy dziennikarz, który przypomnę, jest osoba publiczną. Zatem tych, których tu perfidną manipulację przytoczyłem, nigdy nie można nazwać dziennikarzami.
Swoją drogą, to chciałbym zapytać pana Wysockiego, jakiego określenia użyłby w stosunku do Wałęsy, kiedy to Trumpa nazywa „gburem“? Pytanie należy uznać za retoryczne, a charakterystyki Wałęsy dokonała pani Falacci, stosując metodę Maxa Kolonki, mówiąc jak jest.
Apropo’s Kolonki, to jest on dla mnie jedyną postacią godną miana dziennikarza, ale o dziwo, działa on poza systemem.

Pozostało teraz scharakteryzować postać samego Donalda Trumpa, ale pokuszę się o to kolejnym razem, ograniczając się jedynie do wzmianki, iż posiadam obawy, że Syria poprzez wybór Trumpa zostanie oszczędzona, ale mam poważne obawy co do Palestyny, wysłuchawszy wypowiedzi Trumpa na żydowskim forum.

0